Home / VIDEO / Gdy zbrodnia ma twarz anioła

 

Jak rodzi się zbrodnia? Kto i z jakiego powodu schodzi na jej drogę? Kto ma wpływ na zło rodzące się w drugim człowieku? Czy za aktami największego okrucieństwa zawsze stoi jakaś historia? Pytania o zbrodnię i zbrodniarzy są często stawiane również przez światowe. Ścierali się z nimi najwybitniejsi reżyserzy, a udzielane przez nich odpowiedzi to dziś fundamenty kinematografii. Jak radzi sobie z tym zestawem pytań Luis Ortega? Dzięki możliwościom telewizji internetowej możemy się o tym przekonać nie łamiąc prawa i nie łamiąc przy tym zasad.

  tablet photo

Zbrodnia w gorącym Buenos

Film Ortegi nosi tytuł „Anioł” i tylko pozornie kontrastuje on z fabułą tego obrazu. Tytułowy bohater – Carlos, na pewno nie ma anielskiego charakteru. Wychowany w kochającej, ubogiej ale wolnej od patologii rodzinie, nie zamierza iść przez życie tak, jak jego rodzice. Szuka prostszej drogi, w czym, już jako nastolatkowi, pomagają mu mniej lub bardziej zuchwałe kradzieże. Już na tym etapie możemy mieć jednak problem z ustosunkowaniem się do bohatera filmu. „Anioł” rzeczywiście nie podąża ścieżką, którą wymarzyli sobie dla niego rodzice, nie robi tego jednak po to, aby podnieść poziom życiowy. Poszukiwanie motywacji Carlosa będzie zresztą wyzwaniem, przed którym stawać będziemy w każdej minucie filmu i nie będzie przesadnym nadużyciem ostrzeżenie, że będziemy coraz bardziej bezradni.

Urok mordercy

Skąd jednak tytuł filmy, skoro trudno mówić o tym, że Carlos pasuje do jakiegokolwiek wizerunku anioła? Wskazuje on na to, co przez całą przestępczą karierę ma być głównym znakiem rozpoznawczym Carlosa. Chłopak ma nietuzinkową urodę i z pewnością bardziej naturalna wydawałaby się dla niego kariera modela niż przestępcy. Jego niewinna, dziecięca twarz, nie pozwala myśleć o nim jako o osobie zdolnej do największych zbrodni, tymczasem sam bohater nie ukrywa, że skłonność do nich wydaje się mu czymś naturalnym, trudnym do okiełznania, ale oczywistym. Tytułowy „Anioł” nie ukrywa się za piękną fizycznością, nie robi jednak też nic, aby fizyczność tą zmienić. Niekiedy sprawia nawet wrażenie nieświadomego tego, co oznacza dla innych jego piękna twarz.

Idealne połączenie różnych komponentów

Już sama niepokojąca fabuła powinna być wystarczającą zachętą do tego, aby zasiąść przed ekranem telewizora lub przed monitorem komputera. „Anioł” to jednak nie tylko ciekawa historia luźno nawiązująca do prawdziwych wydarzeń. To także popis doskonałej gry aktorskiej (tu warto wspomnieć przede wszystkim o brawurowym Lorenzo Ferro, który swoją charyzmą porywa nie tylko innych bohaterów filmu, ale i widzów), niezwykłe zdjęcia i znakomita muzyka nawiązująca do porywającej i trochę mrocznej atmosfery Buenos Aires na początku lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku.